Relacja z meczu z Torpedami
wróć
plfa.pl, 01-07-2010 00:00

Bodaj największą sensacją sezonu 2010 Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego II jest słaba postawa Torped Łódź. Ten utytułowany w drugoligowych bojach zespół zajmował przed meczem w stolicy ostatnie miejsce w grupie. Spartans zaś zaliczają kolejny solidny sezon rozgrywek. Zgodnie z planem wygrali dwa mecze i niejako zgodnie z przewidywaniami polegli w Białymstoku. Mecz z Łodzianami, miał pokazać jak wygląda realizacja planu pt. „PLFA I”.

Będące w kryzysie Torpedy Łódź przyjechały na mecz w składzie nieco większym niż 20 graczy. Za drugą sideline stał szereg zwartych i gotowych do walki 41 Spartan. Co jednak ważne, ławka rezerwowa gości była przyjemnie usytuowana w cieniu, gospodarze zaś musieli stać na przysłowiowej „patelni”.  To, że nie ilość się liczy a jakość pokazał wkrótce potem duet Cytawa – Sowiński.

Cuda jakich świat nie widział

Spartans wygrali losowanie, przenieśli wybór na początek trzeciej kwarty i po chwili wprowadzali piłkę do gry kick-offem. Defensywa stołecznych ma niezbyt szczęśliwą manierę długiego rozkręcania się na początku meczów, stąd były pewne obawy o pierwszy drive. Tym razem były nieuzasadnione, obrona poradziła sobie poprawnie, ale co się odwlecze to nie uciecze.  Bardzo obiecujące pierwsze posiadanie piłki miał warszawski atak. Akcjami biegowymi przeszedł prawie pół boiska, by w kluczowym momencie zaliczyć poważną wpadkę. Jeden z running backów bowiem pomylił kierunek biegu i zmylił większość zawodników swojej drużyny i niestety żadnego rywala. Gdy trener Deacon, rozgrywający i tenże biegacz dyskutowali po czyjej stronie jest wina, na dalszy plan zeszło ustalenie kolejnej zagrywki. Rozgrywający wybrał bieg środkiem, ale przy trzeciej próbie i ośmiu jardach do przejścia, nie był to delikatnie mówiąc optymalny wybór. Piłka została ustawiona około 25 jardów od bramki, a na boisko weszła formacja specjalna i … zaczęły się cuda. Na boisko wszedł Jay Lund – nowy rozgrywający Warsaw Spartans.

Amerykanin rodem z Kalifornii, gra w futbol od poziomu pee wee czyli od prawie 20 lat, więc przepisy gry powinien znać na wskroś. Próba field goala została zablokowana przez linię defensywną Torped. Piłka skacząc po boisku zbliżała się do linii bocznej. Lund zamiast położyć się na niej, lub dać jej wypaść za linię, kopnął ją. W wyniku akcji nie dość że gospodarze nie zdobyli punktów, to jeszcze zaliczyli 15-jardową karę za nielegalne kopnięcie. Jak ważne były te jardy widać było już dwie akcje później.  Większość polskich drużyn ma swoich „franchise players”. Nie mam tu na myśli zawodników z zagranicy, którzy przyjadą i wyjadą, ale takich, którzy jednoznacznie kojarzą się z danym zespołem. Większości z nas kojarzy się Wojtek Andrzejczak od razu z drużyną Fireballs, duet Krzelowski – Ostapowicz z Hutnikami z Zagłębia, czy Sebastian Krzysztofek „Bambo” z Pomorze Seahawks. Nie inaczej jest z łódzkimi Torpedami, gdzie pierwsze skojarzenie to rozgrywający Leszek Cytawa. Na szczęście dla gości problemy z meczu w Kielcach zostały rozwiązane i zdecydował się on na powrót do pierwszego składu.

Jak dobry jest to gracz widać było, gdy ponad 40-jardowe podanie wpadło prosto w ręce biegnącego w asyście trzech obrońców Emila Sowińskiego. Stołeczna ławka rezerwowych zamilkła po tej akcji w mgnieniu oka. Po podwyższeniu Ronalda Rzepeckiego wynik, niespodziewanie, brzmiał 0:7. Na boisku znów pojawił się atak Spartan i był na nim… jakieś 15 sekund. Akcję powrotną po kick-offie wykonał dobrze Jan Gientka docierając z piłką tuż za linię środkową boiska. W pierwszej zagrywce z piłką na prawą stronę miał pobiec Artur Makara. Jednak zdarzyło się coś, co było symptomem że w zespole gospodarzy dzieje się źle. Makara otrzymał futbolówkę, pobiegł, uzyskał kilka jardów i … zgubił piłkę.  Sięgając głęboko w przeszłość jego koledzy zgodnie stwierdzili, że nie przypominają sobie żeby wcześniej zgubił on piłkę czy to na meczu czy nawet na treningu.

Czas wziąć się w garść
Mimo, że napór Torped trwał przez końcówkę pierwszej i połowę drugiej kwarty, to Spartańska obrona radziła sobie z minuty na minutę coraz lepiej. Brylował strong safety Piotr Sitek, którego tackle widzowie nie tylko widzieli, ale i doskonale słyszeli. Uderzenia były doskonałe technicznie – diabelnie mocne, widowiskowe, skuteczne i co ważne bezpieczne dla obrońcy jak i przeciwnika. Warto podkreślić, że żaden z zawodników obu ekip nie odniósł w niedzielę kontuzji, a ekipa ratowników medycznych spędziła miłe popołudnie opalając się na swoich leżakach. Sygnał do ataku dał Konrad Wojnarowski, który po akcji typu reverse przebiegł ponad 50 jardów i znalazł się w polu punktowym. Jednak biegnąc po prawym skrzydle pierwszoroczny tight end ze stolicy wybiegł za linię boczną i sędziowie nie uznali przyłożenia.


Swe winy z pierwszej kwarty zaczął odkupywać Makara zdobywając piękną akcją biegową 45-jardowe przyłożenie. Warto podkreślić, że była to dokładnie ta sama zagrywka, w której pomylił kierunki w pierwszej kwarcie. W tej akcji miała miejsce pewna kontrowersja. Biegacz gospodarzy biegnąc z piłką rzucił się do endzone. Sędziowie rzucili flagę na boisko i mimo próśb kapitana drużyny o inną interpretację tego zachowania, orzekli niesportowe zachowanie. Na obronę Artura przemawia fakt, że tuż za nim biegł jeden z defensorów Torped. Na obronę sędziów zaś to, że Makara w ogóle na niego nie zwracał uwagi. Łodzianie wybrali nałożenie kary na miejsce podwyższenia  i nagle kopnięcie za jeden punkt nie było już tak rutynowe jak zwykle. Pomimo zwiększonego dystansu Spartanom udało się doprowadzić do remisu. Goście w swoim ostatnim drive doprowadzili do sytuacji pierwsza i gol, jednak trzecia linia obrony skutecznie zlikwidowała trzy próby zagrań podaniowych do endzone. Na czwartą Łodzianom zabrakło czasu. 



Biegać, biegać i biegać

To był klucz do zwycięstwa. W trzeciej kwarcie kolejne dwa przyłożenia zdobyli running backowie z warszawskiego zespołu. Na prowadzenie swą ekipę wyprowadził full back Bartek Depczyński  a wynik ustalił kolejnym długim biegiem Artur Makara. Gdy wynik brzmiał już 19:7 do odrabiania strat rzuciły się Torpedy. Goście próbowali tak prostych środków jak biegi Borysa Bednarka, przez rozgrywanie piłki przez Emila Sowińskiego, aż do trikowych zagrywek typu hook & Lateran. Jednak, gdy wydawało się, że łódzki atak odnalazł właściwe tempo i jest gotowy do kolejnego szturmu na pole punktowe gospodarzy, przypomniał o sobie Mr. Interception – Seweryn Adamczyk. Przechwycił on podanie na linii Cytawa – Sowiński. W ostatniej kwarcie Torpedy wciąż atakowały jednak już w przedostatniej minucie spotkania Rzepecki był zmuszony po raz kolejny tego dnia odkopnąć piłkę. Złapał ją niezbyt eksploatowany tego dnia wide receiver warszawskiej jedenastki – Darek Marczak. Co sił w nogach pobiegł z nią w kierunku pola punktowego Łodzian i został zatrzymany dopiero w red zone. Mocne i szybkie próby zdobycia kolejnych punktów zbliżały atak Spartans do czwartego przyłożenia. Nie wystarczyło jednak na to czasu. Do szczęścia zabrakło jednego jarda…

Długa ławka zaważyła
Mając 41 zawodników zdolnych do gry i jeszcze kilku nowych, dopiero szykowanych na ligowe boiska, Spartans mogą być spokojni o rotację i konkurencję na poszczególnych pozycjach. Nawet na newralgicznej w tym sezonie linii ofensywnej w razie potrzeby sztab trenerski ma pewne pole manewru. Tym razem w związku z urazami i sesją egzaminacyjną trzech liniowych wypadło ze składu. Ich miejsce doskonale zajęli dotychczasowy nose tackle Darek Poświata i wracający po kontuzji tight end Kuba Stupałkowski. W trzecim meczu z rzędu drużynę prowadził inny rozgrywający. Debiut Jaya Lunda nie był jednak tak udany jak on sam zapewne by chciał. Wspomniana kara za nielegalne kopnięcie, sporo niekompletnych podań a do tego fumble i interception dość blisko własnego pola puntowego pokazały, że  świeżo upieczony ojciec musi solidnie przepracować lipiec. Jego zmiennik z objawami udaru i zaburzeniami widzenia  przegrywał indywidualne zmagania z upałem i od trzeciej kwarty wchodził tylko pełnić obowiązki puntera. Na ławce mecz spędził młody rozgrywający Adam Sojka, który już wkrótce PLFA II może zamienić na NCAA i Michigan State University (nota bene drużyny sportowe tej uczelni nazywają się … Spartanie).

Drużyna Torped Łódź nareszcie gra tak jak przystało na dwukrotnych medalistów PLFA II. Jest pomysł, jest dobre wykonanie, są podstawy, brakuje jednak egzekutorów. Nie uchodzi by w tak dużym ośrodku jak Łódź było jedynie 22 gotowych do gry futbolistów. Zwłaszcza kiedy oficjalnie Torpedy dysponują jeszcze drużyną juniorską. Wiadomo, że strata tak doświadczonego trenera wpływa negatywnie na zespół, jednak nie powinno to się równać z obniżeniem lotów. Łodzianie przechodzą trudny sezon i szanse na awans do play-off mają już tylko iluzoryczne. Może to jednak podziała na nich mobilizująco i już w przyszłym sezonie będą znów reprezentować poziom, którego spodziewa się po nich cała futbolowa Polska. Rdzeń drużyny już jest gotowy i „ograny” trzeba tylko doświadczenia przekazać młodszemu pokoleniu.


Marcin Łojewski
Biuro Prasowe PLFA