Podsumowanie sezonu zasadniczego

Wielkość tekstu: A A A

What time it is? GAMETIME! Już coraz mniej czasu zostało do najważniejszych meczów w tym roku, czas więc na małe podsumowanie sezonu zasadniczego. Tak te spotkania wyglądały – z perspektywy czasu i z przymrużeniem oka:

po pierwsze, Husaria

Ostry trening, sparingi, taktyka, więcej treningu nie wystarczyło – o sile drużyny musieliśmy się przekonać w walce o punkty. Sezon rozpoczęliśmy od meczów wyjazdowych. Pierwszy z nich został rozegrany w Szczecinie z miejscową Husarią. Gospodarze okazali się gościnni – już na samym początku meczu zdobyliśmy przyłożenie (po przechwycie Łukasza Węglińskiego) i wyszliśmy na prowadzenie, którego nie oddaliśmy do końca meczu, który zakończył się zwycięstwem 33:12. Bardzo dobrze została rozegrana czwarta kwarta – wygraliśmy ją 14:0. Co ciekawe, w każdym kolejnym meczu podobnie jak w Szczecinie rozkręcaliśmy się z minuty na minutę i końcówki przez cały sezon wychodziły nam doskonale.

po drugie, Werewolves

Kolejny „wyjazd” był dla nas szczegółnie ważny. W końcu derby to derby. Werewolves, choć doskonali w wywiadach, w których tryskali pewnością siebie pokazali, że nie są jeszcze gotowi na wyrównane mecze przeciwko faworytom rozgrywek. Stać ich było na zaledwie jedno przyłożenie. Na więcej nie pozwoliła im nasza defensywa. Zrobiliśmy swoje – wynik 54:6 mówi sam za siebie.

po trzecie, Torpedy

Kolejny mecz wyjazdowy – tym razem w Łodzi. Torpedy zagrały bardzo dobrze i wysoko postawiły poprzeczkę, choć wynik 25:6 dla Spartans może mówić co innego. Łatwo sę wygrywa ze słabym przeciwnikiem. W Łodzi wygraliśmy z trudnym rywalem i już wiedzieliśmy, że pierwsze miejsce jest jak najbardzije w naszym zasięgu.

po czwarte, Fireballs

Fireballs. Poznań. Niewygodny przeciwnik, z którym zawsze grało się nam bardzo ciężko. Dość powiedzieć, że po trzech latach porażek chcielśmy wreszcie wygrać. Tym bardziej, że był to dla nas pierwszy mecz na własnym boisku. Tego dnia dopisało wszystko – taktyka, wola walki, szczęście, umiejętności oraz niesamowici kibice, których przybyło prawie pół tysąca. 42:6. Jednym słowem – rewanż się udał.

po piąte, Mustangs

Choć wygraliśmy cztery mecze ciągle zajmowaliśmy drugie miejsce w tabeli. Liderem były płockie Mustangi. Silna drużyna, bardzo dobrze grająca akcje biegowe i dysponująca silną linią. Dla nich był to mecz o zachowanie pozycji lidera. Dla nas wojna na boisku i walka o awans do play-off. Mecz z bardzo wymagającym przeciwnikiem. Widzieliśmy swoją szansę na przedarcie się na szczyt tabeli. Wiedzieliśmy, że płocczanie tanio skóry nie sprzedadzą… Myliliśmy się. Wyszło nieźle – 43:8. Spójrz na tabelę – Spartans na czele. Kibice byli niesamowici.

wisienka na torcie, WW

Werewolves – czerwona latarnia ligi – grali o honor. My o 51 punktów, które zapewniłoby nam najlepszy bilans w lidze i możliwość grania meczów play-off u siebie. Jak zwykle w derbach – trochę zaczepek przed meczem, kilka niepotrzebnych słów Wilkołaków przed meczem i pierwsza kwarta wygrana 33:0. Było dobrze. Wymagane 51 punków zdobyliśmy jeszcze w trzeciej kwarcie, po akcji Maciej Pobudkiewicza po 23-jardowej akcji biegowej. Mecz zakończył się pogromem. 66:0 spowodowało, że sezon zasadniczy zakończyliśmy z najepszym bilansem punktowym ze wszystkich drużyn. A z Werewolves odeszło 3/4 składu. Trudno – mamy nadzieję, że w przyszłym roku Eagels postawią nam twardsze warunki.

Maciek Maląg

Warsaw Spartans, 17 września, 2011